O mnie

Moje zdjęcie
Literaturoznawca, antropolog. 2005 r. - laureat ogólnopolskiego konkursu na cykl wierszy (ex aequo z kilkunastoma innymi uczestnikami). 2010 r. - zaliczenie z logiki. W przyszłości liczy na kolejne sukcesy.

wtorek, 18 kwietnia 2017

SENSACYJNY REPORTAŻ "GOŚCIA NIEDZIELNEGO"

Wysokonakładowy tygodnik opublikował wstrząsający tekst Jakuba Jałowiczora o brukselskiej dzielnicy Molenbeek, zdominowanej przez muzułmanów. Okazało się, że mieszkańcy nie są zadowoleni, gdy robi się im zdjęcia, a miejscowy kościół nie wygląda na często odwiedzany:

„Przed wejściami siedzą bezdomni. Zawieszony z tyłu poszarzały plakat z Dobrym Pasterzem zaprasza na katechezy. Odbywały się w 2012 roku. Drzwi prowadzące zapewne do zakrystii są zamknięte.”

Autor na kilka szpalt rozpisuje się o tym, co widzi, chodząc po pustym kościele. Na plebanii księdza nie zastał. Wprawdzie po południu odbywa się Msza, ale na nią już nie poczekał, bo w pustym kościele jest bardziej pusto.

Jałowiczor na potrzeby reportażu porozmawiał Z DWOMA OSOBAMI. Z Polakiem, właścicielem hurtowni wina, który niedawno wyprowadził się z Molenbeeku, oraz z innym Polakiem, prawnikiem, którego związek z dzielnicą nie jest jasny.

Sensacyjny wniosek z tych rozmów przypomina ten, do jakiego doszedłem, gdy jako gimnazista zwiedzałem Westfalię i Holandię. A mianowicie, że na Zachodzie ludzie nie chodzą do kościoła tak często jak u nas, zwłaszcza w muzułmańskich dzielnicach. Duże owacje z mojej strony, ale może taniej by wyszło zadzwonić do kogokolwiek, kto był choć przez chwilę w tamtych stronach, zamiast wysyłać redaktora i fotografa w delegację.

Do sprawy nawiązuje we wstępniaku ks. Marek Gancarczyk. Jak zauważa, przyczyną słabości katolicyzmu może być to, że "wiedza na temat aktualnych wcieleń diabła jest w naszym Kościele zdecydowanie zbyt mała". I ja w to wierzę. Trzeba jechać do Brukseli i wytłumaczyć Belgom, w co wciela się Szatan. Na pewno starzy ateusze i zbuntowana młodzież czekają tam na dobrą nowinę o demonach, których demaskowaniem trudni się tygodnik. Imiona ich: Gender, Przedślub i Inwiter.

wtorek, 21 marca 2017

KOMPROMITACJA TVN

W dniu dzisiejszym polskojęzyczna stacja wyemitowała skrajnie nierzetelny materiał o pierwszym dniu wiosny w Krakowie. Reporter posługiwał się defetystycznym dyskursem i mówił o rozczarowaniu, pochmurnym niebie oraz „znośnych” temperaturach. Proszę Państwa, dziś pod Wawelem było do 14 stopni, musiałem aż rozpiąć wiatrówkę! Ale pseudodziennikarze przygotowali materiał wcześnie rano, posługując się pogodą wyrwaną z kontekstu. Co więcej, do kamery wypowiadały się wyłącznie osoby niezadowolone! Nie poproszono o ocenę nikogo, kto by reprezentował drugą stronę sporu. A ja na uczelni oraz w zaprzyjaźnionym zakładzie usługowym z kilkoma osobami gawędziłem o tym, jak przyjemną mamy aurę, więc moje stanowisko nie jest odosobnione! Jeśli ktoś żywił jeszcze mrzonki o uczciwości prywatnych mediów, to niech wie, że według nich pada deszcz, gdy świeci słońce.

środa, 8 marca 2017

BUFONOWATE ŻYCZENIA NA DZIEŃ KOBIET

Ponieważ świat nie byłby w połowie tak piękny, jak jest, bez płci pięknej, składam Drogim Paniom najlepsze życzenia i rączki całuję. Oby zawsze uśmiech gościł na Waszych twarzach i rozświetlał nasz każdy dzień - nie tylko 8 marca. Pamiętajcie, że bardzo Was kochamy. Zwłaszcza ja - brunetki, blondynki, ja wszystkie Was, dziewczynki...

piątek, 3 marca 2017

KINORESTAURACJA

Wielu przyjaciół namawia mnie na wyjścia do kina, ale ze mną jest chyba coś nie tak, bo zazwyczaj w kinie nudzę się bardziej niż w kościele.
Z początku, gdy gaśnie światło, jestem cały w nerwach, że nie mogę iść w dowolnym momencie po napój ani do toalety, a poza tym morduję się z przewidywalną ekspozycją i męczącymi dialogami. Następnie ze straszliwej nudy śledzenia drgnień na twarzach aktorów, które mają coś wyrażać - zasypiam. Oczywiście rzecz nie w tym, że wszystkie filmy są słabe, tylko po prostu tak je odbieram w kinie.
Żeby było zabawniej - filmy są mi niezbędne do jedzenia. No po prostu mój organizm inaczej nie chce trawić! Jedzenie w barach i jadłodajniach i wpatrywanie się w talerz lub witrynę jest dla mnie niewyobrażalną męką. Za to przy obfitej kolacji mogę obejrzeć "Czas Apokalipsy" w wersji reżyserskiej, bez żadnych przerw. A najwięcej oglądam przy prasowaniu. W ten sposób przeszedłem siedem śmiertelnie nudnych sezonów "Czasu honoru" (oczywiście było warto, bo schludna koszula to podstawa dobrego wizerunku).
Ale dostrzegam na horyzoncie pewną szansę. Może kiedyś powstaną kinorestauracje, do których będziemy mogli się wybrać? Na takie z urządzeniami do prasowania niestety nie liczę.

piątek, 24 lutego 2017

BELLE EPOQUE

Tak było w Krakowie fą de sieklu. Brodaty hipster z bransoletkami na ręku, w kamizelce super slim massimo dutti tutti frutti, wytatuowany jak bywalec mielneńskich plaż łapał brutalnych panów nauczycieli z kwitnących Bronowic, którzy oprawiali nożem zwiewne chłopki wraz z ich nienarodzonymi dziećmi. JA W TO WIERZĘ.
Ale, serio, jak ktoś myśli, że irlandzka muza, dym z rozpylaczy i kamera jadąca wokół stołu sprawią, że scena siłowania się na rękę będzie wyglądać jak z "Gangów Nowego Jorku"... to niech wie, że kult cargo zazwyczaj prowadzi do bezsensownej budowy quasi-lotniska na pustkowiu.

piątek, 10 lutego 2017

DARIUSZ OKO VS STATYSTYKA

Ks. Dariusz Oko: "Pamiętajmy, że na 12 apostołów Judasz to jest 8,3 proc. Na 30 tys. księży w Polsce 8,3 proc. to jest 2,5 tys. A nasze seminaria nie są lepsze od Pana Jezusa. Więc trzeba przyjąć, że przynajmniej 8,3 proc. księży żyje jak Judasz, robi rzeczy straszne."
Do tak miażdżącej statystyki warto dodać kilka innych faktów.
Na 30 tys. księży w Polsce co najmniej 10 tys. jest rybakami. To 33,33 proc. - wiemy na pewno, że 4 apostołów zajmowało się zawodowo połowem, nie można też wykluczyć istnienia "ciemnej liczby". Poza tym 5 tys. księży ma na imię Jakub i kolejne 5 tys. nazywa się Szymon (po 16,66 proc.). Zapraszam do dalszych obliczeń.

wtorek, 7 lutego 2017

O BAJKACH I DOMACH PUBLICZNYCH. DARIUSZ OKO VS MAGDA HEYDEL

W "Tygodniku Powszechnym" pojawił się materiał o ostatnich wystąpieniach ks. dr. hab. Dariusza Oki. Duchowny jeździ po Niemczech i tłumaczy Polonii, co też wymyślają ci szaleni badacze genderu: "płeć jest całkowicie czymś płynnym, zmiennym. NA PRZYKŁAD LEWA NOGA MOŻE BYĆ HOMO, PRAWA HETERO, RĄCZKA TEŻ INACZEJ. We wtorek może być inaczej, a w czwartek znowu inaczej." Nie wiadomo niestety, kto z badaczy jest tak zainteresowany rączką i nóżką, ks. Oko nie wyjaśnił.

W Monachium słuchacze ks. Oki dowiedzieli się, że "już w przedszkolach w Niemczech dzieci mają być uczone czynności seksualnych. 15-letnie dzieci mają zaprojektować dom publiczny". Władze dziesięciu landów (na prośbę "TP") skomentowały te twierdzenia. Ogłoszono, ku powszechnemu zdumieniu, że jednak dzieci nie projektują domów publicznych.
Ks. Oko głosił swoją nowinę również na mszy w Krakowie. Tak się złożyło, że była tam moja nauczycielka, dr hab. Magda Heydel. Wdała się w listowną polemikę z duszpasterzem i ujawniła jej fragmenty. Ks. Oko wytłumaczył pani Heydel, dlaczego jest zbyt ograniczona, by pojąć jego tezy: "ZAJMOWANIE SIĘ WIERSZAMI, BAJKAMI I TŁUMACZENIAMI NIEKONIECZNIE MUSI BYĆ ZAJĘCIEM NAJBARDZIEJ INTELEKTUALNIE ROZWIJAJĄCYM".
No i trzeba przyznać, że w tym starciu intelektualnym nie ma równowagi. Wprawdzie pani Heydel jest jedną z najlepszych translatolożek w naszej części Europy. Wprawdzie nikt, kto na poważnie zajmuje się w Polsce przekładoznawstwem, nie mógł pominąć licznych tekstów pani dr hab. ani książek przez nią redagowanych. Wprawdzie każdy, kto na serio śledzi życie literackie, miał w ręku jej przekłady Conrada, Eliota i Woolf. Ale do ks. Oki to dr hab. Heydel raczej nie doskoczy. Bo jego peregrynacje po różnych landach są szczególnie rozwijające.

niedziela, 5 lutego 2017

BATMAN VS TUKIDYDES

W TOK FM Marek Cichocki (Collegium Civitas, "Teologia Polityczna") został zapytany, co myśli o liście otwartym Donalda Tuska. Zaczął od tego, że "pewne wątpliwości" budzi tytuł "United we stand, divided we fall", zaczerpnięty z piosenki "PIN FLOYDÓW" (poważnie!). To nieładna maniera, powiada, żeby cytować popkulturowe produkcje. Niestety ta zaraza się szerzy, bo niedawno Barack Obama powoływał się w wywiadzie na "BATNAMA" (przysięgam, naprawdę tak powiedział!).
Prof. Cichocki wolałby, żeby mężowie stanu cytowali raczej "WOJNĘ PELOPONESKĄ".
Po pierwsze "united we stand, divided we fall" to porzekadło funkcjonujące w angielszczyźnie od wieków. Nawiązuje do jednej z bajek Ezopa. Podobna fraza powtarza się w trzech Ewangeliach (św. Jan ją pomija, bo zawsze chciał być oryginalny). A w ogóle to, do jasnej cholery... U PIN FLOYDÓW JEST "TOGETHER WE STAND, DIVIDED WE FALL".
Po drugie - zanim zdechłem z nudów, słuchając prof. Cichockiego - sięgnąłem po Tukidydesa. Pierwszy raz od początku studiów, aż się łezka w oku kręci. I TAM SĄ SAME GOTOWE TYTUŁY:
"Narodom bowiem o pewnym znaczeniu większą ujmę przynosi, jeśli dążą do zwiększenia swej potęgi przez podstępne oszustwo niż OTWARTĄ PRZEMOCĄ: ta druga znajduje przynajmniej pewnego rodzaju wytłumaczenie w sile danej przez los, pierwsza zaś świadczy o podłości charakteru."
"Zarówno bogowie, zgodnie z naszym o nich wyobrażeniem, jak i sami ludzie z powodu wrodzonych sobie cech, całkiem jawnie, wszędzie i zawsze RZĄDZĄ TYMI, OD KTÓRYCH SĄ SILNIEJSI."
No możnaby długo cytować i każdą z tych sentencji chciałbym mieć na grobie. Ale rozważam też "COMFORTABLY NUMB".

piątek, 3 lutego 2017

BANKNOT PIĘĆSETZŁOTOWY

ekspedientki i zieleniarki
szewcy i taksówkarze
badylarze i kioskarki
już czuję, jak cały handel i usługi na Bronowicach nie może się doczekać tego momentu, gdy przyjdę z naszym wspaniałym pogromcą Turków w ręku
poproszę dwa bilety ulgowe
będzie pani miała wydać z pięćsetki?

czwartek, 26 stycznia 2017

OBRAŹLIWA UPRZEJMOŚĆ

1. Ktoś oblał farbą drzwi szczecińskiego biura PiS.
2. Sławomir Nitras razem z ekipą z PO zmył tę farbę, tłumacząc, że oblewać nie należy. Podziękował mu Joachim Brudziński. Obaj panowie zapewne się nie znoszą, a mimo to na chwilę urządzili w naszym życiu publicznym takie jakby Boże Narodzenie.
3. Anonimowy dziennikarz "Niezależnej" na to: OBŁUDNY NITRAS MYJE DRZWI A WCZEŚNIEJ HEJTOWAŁ NA TWITTERZE.
4. I tak krok po kroku ktoś kogoś za uprzejmy gest obłudny palnie w łeb siekierą, co nieraz miało już miejsce w naszych wioskach i miastach. Bo mocne słowa można znieść. Ale nie tę obłudną uprzejmość.

piątek, 20 stycznia 2017

GENDER STUDIES NA WYDZIALE TEOLOGICZNYM

Fundacja Życie i Rodzina zwróciła się do Uniwersytetu Szczecińskiego z prośbą o nazwiska pracowników uczelni wykładających gender studies (nauki o płci społeczno-kulturowej). Widocznie Fundacja nie ma dostępu do internetu, ale ja mam i uprzejmie donoszę:
W tematyce gender studies specjalizuje się KATEDRA NAUK O RODZINIE WYDZIAŁU TEOLOGICZNEGO US - w polu jej zainteresowań znajdują się m.in. "psychopedagogika rodziny - psychospołeczne (głównie rodzinne) uwarunkowania funkcjonowania jakości związku małżeńskiego; moralne oraz psychospołeczne aspekty wychowania; transmisje międzypokoleniowe a jakość funkcjonowania dorosłych w relacjach heteroseksualnych" etc. Katedrą kieruje ks. dr hab. Sławomir Bukalski.
Pozdrawiam,
Życzliwy

środa, 11 stycznia 2017

LOS BANIDOS DE SAN ESCOBAR

Kiedyś żartowałem sobie z koleżanki, która jeździ po Ameryce Łacińskiej, że musi odwiedzić San Escobar. Opowiadałem jej niestworzone historie o tamtejszym karnawale i winobraniu. Nie było to bardzo zabawne, ale otworzyło puszkę pandory.
Wszystko wskazuje na to, że parę tygodni temu los bandidos z San Escobar naciągnęli polskie MSZ na kosztowny wypad do Grenady i drinki z grenadyną. Niewykluczone, że w grę wchodziły też rejsy statkiem wycieczkowym i inne sytuacje moralnie dwuznaczne. Jeśli brali w tym udział polscy dyplomaci, może dojść do zupełnej kompromitacji.
Rzeczniczka MSZ uspokaja, że tak naprawdę minister Waszczykowski się przejęzyczył, mając na myśli delegację San Cristobal y Nieves. Ale takie państwo również nie istnieje. Z kim naprawdę spędzał czas szef polskiej dyplomacji?
Serio, jeśli nadal będziemy się spotykać z jakimiś piratami z Karaibów, to nie zostaniemy tym całym liderem ONZ.