O mnie

Moje zdjęcie
Literaturoznawca, antropolog. 2005 r. - laureat ogólnopolskiego konkursu na cykl wierszy (ex aequo z kilkunastoma innymi uczestnikami). 2010 r. - zaliczenie z logiki. W przyszłości liczy na kolejne sukcesy.

sobota, 16 lipca 2016

NOWA SZKOŁA DYPLOMACJI

Boris Johnson został szefem brytyjskiej dyplomacji. Wydawało się, że były mer Londynu chce uniknąć politycznego samobójstwa, jakim byłoby wzięcie symbolicznej odpowiedzialności za Brexit. Dlatego chyłkiem wycofał się z wyścigu o urząd premiera. Tymczasem dostał zadanie równie niebezpieczne, za to nieporównanie mniej prestiżowe. Ponoć Napoleon, gdy któryś z oficerów za bardzo rósł w siłę, dawał mu awans i posyłał na front. Coś podobnego zrobiła Theresa May. Różnica polega na tym, że napoleońscy oficerowie byli żołnierzami, Johnson za to dyplomatą nie jest w żadnym stopniu.

sobota, 9 kwietnia 2016

MROCZNY RYCERZ I KOSZTOWNI STATYŚCI

Długo zwlekałem z obejrzeniem Mrocznego rycerza. Nie staram się specjalnie nadążać za tym nurtem kina, choć nie brzydzą mnie flirty z komiksową estetyką. Z ogromną przyjemnością oglądałem Sin City, a filmy Tarantino uważam (zapewne niesłusznie) za arcydzieła. W świetle etyczno-estetycznej teorii Krzysztofa Zanussiego jestem niepoprawnym bankrutem intelektualnym.

W końcu włączyłem sobie Mrocznego rycerza, bo skoro film przez osiem lat, które minęły od premiery, urósł do rangi kultowego, to coś w nim musi być. Tytuł wciąż wspominany jest z estymą w audycjach radiowych i knajpianych dyskusjach, a Heath Ledger jako Joker zajmuje niezłe miejsca w zestawieniach najlepszych ról w historii kina.

No, Ledger faktycznie dobry, ale spuściłbym z tonu, bo reszta obsady psuje zabawę. To trochę zaskakujące, kiedy weźmiemy pod uwagę, jak brawurowo Christian Bale wypadł na przykład w American Psycho. W roli Batmana tanio wziął drogie pieniądze, bo w ogóle nie gra twarzą, a wcale nie zawsze ma ją zasłoniętą. Mniej więcej to samo robi Aaron Eckhart w roli prokuratora Denta, to znaczy nie używa mimiki. Oczywiście wypada w tym gorzej niż Bale, ponieważ nie nosi maski. Eckharta ratuje jedynie fakt, że od pewnego momentu połowę twarzy ma odartą ze skóry w wyniku poparzenia.

Ale i tym efektownym zjawiskiem, prosto z kina klasy C, nie potrafię się cieszyć, mimo wyżej wspomnianego bankructwa. W głowie krążą mi natrętne pytania. Nie chodzi nawet o to, że ta otwarta rana ewidentnie faceta nie boli. Zakładam po prostu, że Eckhart ma twarz słabo unerwioną, co tłumaczyłoby też, dlaczego nią nie gra. Zastanawiam się natomiast, czemu on nic nie pije, mając połowę ust, z braku części warg i policzka, nieustannie otwartą. Przecież śluzówka w takiej sytuacji szybko wysycha! Mimo to Dent, nie nawadniając się, toczy długie perory.

A z peror tych wynika, że prokurator, który przez cały film był dobrą osobą, ni z tego ni z owego stał się mordercą niewiniątek. Ja wiem, trauma, te rzeczy, ale jakoś trudno zaakceptować taką zmianę u człowieka, który przedtem był niczym innym jak herosem w płowej fryzurze. Dzięki której, nota bene, wygląda na figurę woskową Roberta Redforda – prawie jak żywy.

Co ciekawe, pod koniec filmu również główny bohater zastanawia się, czy on sam jest tak do końca dobrą osobą. Te filozoficzne rozważania – odważne jak na faceta, który w kostiumie nietoperza co noc spuszcza łomot przypadkowym przechodniom, nie licząc się też z mieniem prywatnym i publicznym – szybko zostają urwane. Najwyraźniej twórcy filmu konsekwentnie trzymali się założenia, że nie jest to dzieło dla osób po jedenastym roku życia, toteż nie wolno go przeładować treścią.

W końcowych scenach z głębokiej śpiączki wybudza się Gary Oldman (komendant policji) i, w odróżnieniu od reszty ekipy, zaczyna grać twarzą, choć przedtem zajmował się głównie posiadaniem wydatnego wąsa. Od tego momentu jest na co popatrzeć. Ale niestety to już koniec filmu, Mroczny Rycerz odjeżdża na fajnym motorze, peleryna furgoce i w towarzystwie patetycznej muzyki słyszymy z offu: „On nie jest bohaterem... ale milczącym strażnikiem... czujnym obrońcą... Mrocznym Rycerzem.”

Oczywiście film ma też plusy, jak niewielka rola Michaela Caine'a. Szkoda, że nie zagrał Batmana.

czwartek, 3 grudnia 2015

NOWY KOLORYT

Gdzieś na fb mignęło mi zdjęcie prezydenta Dudy w Sejmie. W komentarzach słowa zachwytu dla głowy państwa, która, jak się okazuje, roztacza niezwykłą aurę także na wystrój sali plenarnej. "Jaki piękny bukiet biało-czerwonych kwiatów" - ktoś westchnął. Scrolluję dalej, ale męczy mnie to. Przecież chodzi o ten wazon z kwiatami w narodowych barwach, który od wielu lat znajduje się po lewej ręce marszałka. Bukiet na zdjęciu nie wyglądał szczególnie dorodnie, okrągły w formie, biało-czerwony w treści, jak zwykle. Ale może. Może kiedyś stał tam brzydki bukiet czarno-białych kwiatów.

czwartek, 22 października 2015

PSIA SŁUŻBA ZDROWIA

Tako rzecze Janusz Korwin-Mikke: „Jedyna firma, która działa przyzwoicie w medycynie to jest weterynaria. Bo nie ma tam Ministerstwa Chorych Psów, nie ma Narodowego Funduszu Zdrowia Kotów i dlatego firma działa bezbłędnie, działa trzy razy taniej."

Trzy refleksje. 1. Żeby ludzka służba zdrowia zaczęła się opłacać, trzeba natychmiast usypiać wszystkich ciężej chorych. 2. Ministerstwo Chorych Psów miałoby tak fantastyczny pr i zasięg na fb, że praca w nim byłaby najlepszą ścieżką kariery dla wszystkich czworo- i dwunogów. 3. Ciasteczka czyszczące zęby zamiast pasty i szczotki.

Kraków, 22 X 2015

piątek, 26 września 2014

PARYTETY DLA PISARZY

Igor Ostachowicz, pod presją opinii publicznej, zrezygnował z pełnienia funkcji w zarządzie PKN Orlen, choć posiada świetne kwalifikacje do podjęcia tej pracy. Zdumienie niektórych komentatorów, że były doradca premiera przechodzi do branży paliwowej, można uzasadnić chyba tylko niewiedzą. Do zajęć Ostachowicza miało należeć dbanie o public relations i komunikację korporacyjną, nie usprawnienie dystrybucji ropy lub benzyny.

Zabawne jest to, że teraz minister skarbu, zgodnie z procedurami, zarekomenduje po prostu inną osobę. Raczej związaną z sektorem prywatnym niż kancelarią premiera, bo Polacy są w stanie zaakceptować bardzo wysokie zarobki biznesmenów, ale nie byłych urzędników. Stawki w radzie nadzorczej Orlenu się nie zmienią – 2 miliony złotych rocznie, o których trąbią media, nie zostaną teraz rozdane biednym – po prostu otrzyma je kto inny niż Ostachowicz. Wszyscy odetchnęli, między innymi Grzegorz Schetyna, który, jak sam ujawnia, poczuł „wielką ulgę”.

Ja jednak wołam: czemu nie Ostachowicz? Może napisałby w międzyczasie książkę równie dobrą jak Noc żywych Żydów. I domagając się pisarskich parytetów na posadach rządowych, rekomenduję, jako gliwicki patriota, Szczepana Twardocha i Krzysztofa Siwczyka. Na pewno się w razie potrzeby nauczą, czym jest ład korporacyjny. Równie szybko, jak Schetyna zostanie wytrawnym dyplomatą.

Gliwice, 26 IX 2014

środa, 10 września 2014

POLSKOŚĆ ŚLĄSKA. WIEŚĆ Z BERLINA

Obejrzałem niedawno serial Nasze matki, nasi ojcowie. Recepcja w Polsce co najmniej histeryczna, choć wielkich powodów po temu nie ma – w mojej ocenie wszystkie wątki są prawdopodobne, łącznie z antysemicką postawą niektórych żołnierzy Armii Krajowej. Trochę szkoda, że nie zaproszono do współpracy aktorów mówiących po naszemu równie przekonująco, jak statyści z Czterech pancernych wykrzykiwali Hände hoch! Ale mniejsza o to.

Zastanawia mnie tylko, czemu bohaterowie, według wyświetlanych na ekranie napisów, znajdują się w czasie wojny w takich miejscowościach jak Gliwice, Polen czy Klodzko, Polen. Mój dziadek miał w dowodzie osobistym PRL podobny anachronizm – urodzony 24.8.1936, Lviv, ZSRR – ale to były inne czasy! Jedyne wytłumaczenie, jakie znajduję, to po prostu przyznanie się po latach do odwiecznej polskości ziem, które po Wielkiej Wojnie niesłusznie przypadły Republice Weimarskiej. Wprawdzie według dostępnych danych większość mieszkańców Gleiwitz i Glatz uważała się za Niemców, zaś język Goethego służył im zarówno w kontaktach publicznych, jak intymnych – mein schöner Vogel – ale siła słowiańskiej krwi ma znaczenie decydujące.

Niestety w serialu jeden z podgliwickich chłopów raczy uciekających z transportu do Oświęcimia bohaterów śrutem z dwururki, myślę jednak, że możemy, jako naród, wziąć odpowiedzialność za ten incydent. Ceną jest prawda o Ziemiach Odzyskanych. Miejmy nadzieję, że za jakiś czas zachodni sąsiedzi przyznają nam prawa do Drezna, Lipska i Berlina, przedwiecznych osiedli słowiańskich.

Gliwice, 10 IX 2014

niedziela, 1 grudnia 2013

DROGA 969. HISTORIA PRAWDZIWA

W Zetce leciało Comment ça va. Długo czekał na dobrą nutę, bo ciągle puszczają Patrycję Markowską i inne gwiazdeczki – zamiast przypomnieć czasy, kiedy „życie było mocne, szybkość też niczego sobie”. Zwiększył głośność, żeby czuć w żebrach wibrowanie basu. Zapalił goździkową fajkę. Z wolna rozchodził się aromat luksusu, zagłuszając woń dawno nie pranej kurtki puchowej. Ostrowsko zalecało się omszałymi gontami, sidingiem gdzieniegdzie. Padał śnieg, ale wszystkiego nawet przez miesiąc nie przykryje.

Na szczęście wlokący się przodem autobus na Szczawnicę zwolnił przed wysepką z przejściem dla pieszych. Po prawej szkoła podstawowa. Ale przecież o tej porze wszystkie dzieci śpią w jeziorze. To był moment na nadrobienie dystansu. Ostro przyspieszył, skrzynia biegów szarpnęła siedzeniem. Tuż za wysepką wychylił się zza zasłaniającego widok autobusu – tak jak przypuszczał, nic nie jechało. Zresztą nawet gdyby. Od zawsze chciał umrzeć w ten sposób. Z fajką w ustach, z dobrą nutą w uszach. Z pełnym busem zadowolonych klientów.

Kraków (Wichury), 1 XII 2013

czwartek, 15 listopada 2012

DZIENNIK WŁOSKIEGO PARTYZANTA. FRAGMENT

Jest ciężko. Wszyscy tęsknimy za pastą u mamy. W nocy temperatura spada poniżej 20 stopni. Wczoraj wzięła nas taka ochota na wino, że po kryjomu zeszliśmy do wioski. Zrywamy owoce z krzaka i jemy, tak po prostu, jak zwierzęta, nie ma nawet czasu czekać, aż sfermentuje i swoje odleży w piwnicy. Dziś przed świtem zabraliśmy jednemu z wieśniaków wieprza – upieczony na ognisku w niczym nie przypominał prosciutto. Czekamy z utęsknieniem na zrzuty, bo zabrakło kawusi, pijemy zwykłą wodę artezyjską z etruskich pucharów. Kiedyż ta wojna się skończy? Od trzech miesięcy nie byłem w operze.

Kraków (Wichury), 12 XI 2012

środa, 10 października 2012

OSTENTACJA. CUDZA ANEGDOTA

Prof. Robotycki opowiadał nam na seminarium o młodszym koledze, z którym siedział w czasie stanu wojennego. Jako nieszczególnie groźni mieli prawo do korzystania nie tylko z więziennej biblioteki – niestety powyrywane wszelkie sceny erotyczne – ale też ze zbiorów własnych. Otóż ów młodszy sąsiad poprosił rodzinę o przysłanie wydanych w formie książkowej akt z procesów norymberskich. Zawczasu przygotowywał się do zamiany ról.

Kraków (Wichury), 10 X 2012

niedziela, 23 września 2012

DWA I PÓŁ ROKU. ZWIĘŹLE

TVP Historia nadaje rosyjską produkcję o tzw. Blokadzie Leningradu. SERIAL. Chyba nikt się nie spodziewał półtoragodzinnego filmu.

Gliwice (Harcerska), 23 IX 2012

środa, 19 września 2012

DZIEŃ WEWNĘTRZNY. HISTORIA PRAWDZIWA

ŁUKASZ wchodzi do Sekretariatu Polonistyki UJ, cały spocony, pyta z przerażeniem w głosie
Dzień dobry, ja miałem donieść brakujące dokumenty, gdzie znajdę panią E. B.?

PANI J. K. podrywając się z miejsca, z wyraźnymi oznakami nagłego uderzenia krwi do głowy i rozległych okolic
Pani E. B. wyszła. Kilka minut temu. Zresztą dziś jest dzień wewnętrzny.

PANI J. K. wychodzi zza lady, aby ustanowić jasny podział – po jej prawej ręce zbawieni pracownicy sekretariatu, po lewej ŁUKASZ

ŁUKASZ
Ja wiem, ale pani E. B. kazała mi przyjść akurat dziś, to gdzie jej szukać?

PANI J. K. filozoficznie
Czekać.

ŁUKASZ wychodzi na korytarz. Siada na podłodze. Zza drzwi słychać, że w sekretariacie powrócono do przerwanej rozmowy

PAN M. S.
No więc teraz młodzież wszystkie informacje czerpie z Internetu. A przecież tam same głupoty wypisują! Ja, jak chcę się czegoś dowiedzieć, sięgam po dwudziestosześciotomową encyklopedię i czytam. I to już trochę inaczej jest, bo...

PANI J. K. tryumfalnie
Bo się człowiek alfabetu uczy!

PAN M. S.
A to swoją drogą, bo mój bratanek nawet alfabetu dobrze nie zna, ja nie wiem, jak on jakiekolwiek książki znajduje...

PANI K. N. rzeczowo
W katalogu komputerowym.

PAN M. S.
No dobrze, ale chyba nie wszędzie jest już katalog komputerowy, co?

WIKIPEDYSTA:LUKASZ.LOZINSKI wyciąga harcerski kozik, popełnia harakiri, a własną krwią znaczy na drzwiach litery K + M + B – ażeby Anioł Śmierci ominął domostwo Zachowujących Prawo

Kraków (Wichury), 19 IX 2012

piątek, 7 września 2012

PERUVIAN LIFESTYLE. HISTORIA PRAWDZIWA

Bosman Skrzyszowski: To, co Europejczyka najbardziej w Peru szokuje, obrzydza, to ich podejście do śmieci. Wielu ludzi żyje tam naprawdę ubogo, więc dla nich w ogóle nie jest ważne, żeby obejście było jakoś schludnie utrzymane. Śmieci się tam najczęściej wyrzuca do rzeki. Zresztą, wiesz, dla nich nie jest najważniejsze, żeby ładnie mieszkać, starają się miło spędzać czas ze znajomymi i tyle. Nawet w Limie, w parku, ludzie przychodzą na piknik, siadają na trawie, a wszędzie wokół leżą sterty śmieci. Dzisiejszych i wczorajszych.
Łukasz: To tak jak na miasteczku AGH.
Bosman Skrzyszowski: No coś w tym stylu.

Kraków (Wichury), 7 IX 2012